W środę wieczorem pod naszym blokiem będzie wyglądać jak na parkingu przed promem. Bagażniki otwarte, rowery na hakach, dzieci z poduszkami. W czwartek rano osiedle zamilknie. Uwielbiam ten moment.
My w tym roku zostajemy. Wiktor ma w poniedziałek ważny termin w pracy, a ja nie mam ochoty spędzić dwóch z czterech dni w korku na S7. Dzieci trochę marudziły, ale obiecałam im, że ten weekend będzie inny niż zwykły. Plan wisi na lodówce. Można go ukraść w całości albo po kawałku.
Zanim zacznie się weekend: co trzeba wiedzieć
Czwartek, 4 czerwca, to święto. Sklepy są zamknięte, tak jak w każde święto ustawowo wolne od pracy. Zakupy zróbcie w środę. W piątek sklepy działają normalnie, więc to nie jest Wielkanoc, ale w środę wieczorem i tak robi się tłoczno.
Procesje. W czwartek rano ulicami przechodzą procesje Bożego Ciała. W wielu miejscach, szczególnie w okolicach kościołów, ulice są na chwilę zamykane, a autobusy i tramwaje jadą objazdami. Jeśli macie plany na przedpołudnie, sprawdźcie komunikaty ZTM i nie planujcie niczego na styk. Komunikacja w święto jeździ według rozkładu świątecznego, czyli rzadziej.
Nowość od 1 czerwca. Od tego tygodnia w całej Warszawie sklepy i stacje paliw nie sprzedają alkoholu między 22:00 a 6:00. Wcześniej zakaz obowiązywał tylko w Śródmieściu i na Pradze-Północ. Jeśli planujecie wieczór na balkonie z grillem, pamiętajcie o tym przed dwudziestą drugą.
Czwartek: dzień spokoju
Pierwszy dzień traktujemy jak niedzielę. Długie śniadanie, bez budzika. Po południu spacer z Pestką dłuższą trasą niż zwykle, przez Park przy Bażantarni i Dolinę Służewiecką, gdzie w święto jest cicho i pusto.
Wieczorem grill. Na osiedlu grillowanie na balkonie to temat, o którym można napisać osobny tekst, bo regulaminy spółdzielni różnie do tego podchodzą, a sąsiedzi z góry jeszcze różniej. My korzystamy z miejsca przy działce znajomych pod Piasecznem albo po prostu robimy kolację w domu i jemy ją na balkonie. Też smakuje.
Piątek: dzień aktywny
Piątek to dla wielu osób dzień pracujący, więc w mieście jest więcej ludzi niż w czwartek, ale mniej niż w zwykły dzień. Dobry moment na coś, co w weekend jest oblężone.
U nas to wycieczka rowerowa. Z Ursynowa jedziemy do Wilanowa, potem wzdłuż Wisły na północ, aż do bulwarów w Śródmieściu. Trasa ma kilkanaście kilometrów w jedną stronę, przy ośmiolatku to dużo, ale z przerwami do zrobienia. Na bulwarach przerwa na jedzenie i powrót metrem z rowerami. O tym, jak wyglądają bulwary przed sezonem, pisałam w tekście o majowych wieczorach nad Wisłą. Na początku czerwca są już pełne życia.
Jeśli rower to za dużo, alternatywa jest blisko: Las Kabacki. Tylko pamiętajcie, że do rezerwatu nie wolno wprowadzać psów, więc to wyjście bez czworonoga.
Sobota: dzień kulturalny
W sobotę idziemy do muzeum albo na wystawę. Warszawa ma ich tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie, ale z dziećmi wybieram miejsca, gdzie można coś dotknąć, zrobić, sprawdzić. Kilka zasad z doświadczenia:
- Bilety online. W długi weekend wszystkie popularne miejsca są pełne turystów, którzy zostali w mieście albo do niego przyjechali.
- Rano. Otwarcie o 10:00 to najlepszy moment. Po południu robi się tłoczno.
- Jedno muzeum. Dwa to za dużo, dzieci się nudzą po drugiej godzinie.
Ostatnio dzieci polubiły Królikarnię, czyli Muzeum Rzeźby na Mokotowie. Park z rzeźbami na skarpie jest dla nich jak plac zabaw dla wyobraźni. Połączyliśmy to kiedyś ze spacerem po Starym Mokotowie.
Jedna uwaga dla fanów Chopina: niedzielne koncerty pod pomnikiem w Łazienkach zaczynają się w tym roku dopiero 5 lipca. W czerwcu Łazienki są więc po prostu parkiem, pięknym, ale bez muzyki.
Niedziela: dzień jedzenia
Ostatni dzień przeznaczamy na jedzenie, bo w niedzielę po długim weekendzie nikt nie chce gotować.
Rano bazarek. Część targowisk działa w weekend, a czerwiec to początek najlepszego sezonu: truskawki, młoda kapusta, bób, pierwsze ogórki gruntowe. Kupujemy na obiad i na przetwory, jeśli truskawki są w dobrej cenie.
Wieczorem Nocny Market na dawnych peronach dworca Warszawa Główna przy Towarowej. Sezon 2026 trwa od maja do września, a od czerwca do sierpnia market działa też w czwartki. W tym roku zmienił formułę: zamiast jednego food courtu są strefy tematyczne, z kuchniami z różnych stron świata i barem z muzyką. Zosia jest fanką, bo można zjeść trzy różne rzeczy w jeden wieczór. Antek, bo są desery. Ja, bo nie zmywam.
Ile to kosztuje
Nie podam dokładnej kwoty, bo każda rodzina wyda co innego. Ale dla porównania: wyjazd nad morze na cztery dni w czerwcu to dla nas koszt kilku tysięcy złotych, z noclegami, paliwem i jedzeniem. Weekend w mieście, z muzeum, jedzeniem na mieście i rowerami, zamyka się w kilkuset złotych. Różnica wystarczy na tydzień wakacji w lipcu.
Niedziela, 8:00, Dolina Służewiecka
W niedzielę rano wyszłam z Pestką sama, zanim reszta domu się obudziła. Na parkingu pod blokiem stały trzy samochody na krzyż, na KEN nie jechało nic, a w Dolinie Służewieckiej słychać było ptaki, których w tygodniu zagłusza ulica. Pestka obwąchała całą górkę Kazurkę, nie spotkawszy ani jednego psa.
W drodze powrotnej sąsiad z parteru pakował do bagażnika leżaki i kosz piknikowy. Zapytał, czy też wyjeżdżamy. Powiedziałam, że nie, że my już jesteśmy na miejscu. Pokiwał głową, jakby nie do końca wierzył, i zatrzasnął klapę.

