Stary Mokotów był moim pierwszym warszawskim adresem na dłużej. Wynajmowaliśmy z Wiktorem mieszkanie w kamienicy niedaleko Racławickiej, bez windy, z oknami na podwórko-studnię i sąsiadką, która podlewała pelargonie o szóstej rano. Przeprowadziliśmy się na Ursynów, kiedy w drodze była Zosia i potrzebowaliśmy więcej miejsca. Ale kiedy mam wolne popołudnie w maju, wracam tu na spacer.
Stary Mokotów to przedwojenna Warszawa, która przetrwała lepiej niż wiele innych części miasta. Wille i kamienice z lat 20. i 30., ulice obsadzone drzewami, kilka parków w zasięgu krótkiego spaceru. Poniższa trasa ma około 5-6 kilometrów i zajmuje spokojne popołudnie, z przerwą na kawę.
Start: Plac Unii Lubelskiej
Zaczynam od placu Unii Lubelskiej, do którego z Ursynowa łatwo dojechać: metrem do stacji Politechnika i kawałek pieszo. Plac to granica Śródmieścia i Mokotowa, a na południe od niego zaczyna się Puławska, główna oś dzielnicy.
Nie idę jednak od razu Puławską, bo jest głośna i pełna samochodów. Skręcam w boczne ulice i tu zaczyna się prawdziwy Mokotów.
Park Morskie Oko
Pierwszy przystanek: Park Morskie Oko, rozłożony na skarpie między Puławską a Dolnym Mokotowem. Nazwa jest nieco na wyrost, bo zamiast tatrzańskiego jeziora jest staw z fontanną, ale park ma swój urok. Stoki, stare drzewa, alejki schodzące w dół, ławki z widokiem na wodę.
W maju jest tu wyjątkowo zielono. Rano i po południu spotkacie tu głównie mieszkańców z psami i biegaczy, w weekendy rodziny z wózkami. Jeśli macie dzieci, zaplanujcie tu dłuższy przystanek. Antek potrafi obserwować kaczki na stawie przez pół godziny.
Ulica Narbutta i okolice
Z parku idę w stronę ulicy Narbutta. To moja ulubiona ulica na Mokotowie, galeria architektury z lat 20. i 30.: modernistyczne kamienice, wille z ogrodami, charakterystyczne balkony i klatki schodowe, do których czasem można zajrzeć przez uchylone drzwi.
Przy Narbutta 50a działa kino Iluzjon, prowadzone przez Filmotekę Narodową. Repertuar to klasyka, retrospektywy, filmy, których nie zobaczycie w multipleksie. Jeśli spacer ma się skończyć wieczorem, można go zakończyć seansem. My z Wiktorem chodziliśmy tu na randki, kiedy jeszcze mieszkaliśmy dwie przecznice dalej.
Warto też zboczyć w okoliczne ulice: Kazimierzowską, Wiśniową, Madalińskiego. Na Madalińskiego i Łowickiej stoją budynki przedwojennego osiedla spółdzielczego WSM z końca lat 30. Proste bryły, dużo zieleni między budynkami, pomysł na miasto, który po latach wciąż się broni.
Park Dreszera
Kolejny przystanek to Park im. gen. Gustawa Orlicz-Dreszera, dla wszystkich po prostu Park Dreszera. Niewielki, ogrodzony, z kilkoma bramami, fontanną i placem zabaw. Założony w latach 30., ma przedwojenny układ alejek, który wciąż czuć.
Tu siadam na ławce i robię przerwę. W okolicy jest kilka kawiarni i małych lokali, więc kawa na wynos to żaden problem. Za moich mokotowskich czasów był to park, w którym poznawało się sąsiadów. Dziś chyba jest tak samo, bo przy fontannie zawsze ktoś z kimś rozmawia.
Obok, przy ulicy Odyńca, jest ogród jordanowski. Jeśli spacerujecie z młodszymi dziećmi, to dobre miejsce, żeby się wybiegały przed dalszą drogą.
Bazar Olkuska: przystanek na zakupy
Jeśli spacer wypada w dzień powszedni, zajrzyjcie na Bazar Olkuska. O tym małym bazarku pisałam już przy okazji targowisk na południu Warszawy. W maju są już polskie szparagi, rzodkiewki, pierwsze truskawki. Idealne, żeby wrócić do domu z czymś na kolację. W sobotę bazar pracuje do 16:00, w niedzielę jest zamknięty.
Królikarnia na skarpie
Ostatni odcinek prowadzi na południe, wzdłuż Puławskiej albo bocznymi ulicami, do Królikarni. To klasycystyczny pałac zbudowany w latach 80. XVIII wieku według projektu Dominika Merliniego, stojący na skraju skarpy. Dziś mieści się tam Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, oddział Muzeum Narodowego, a wokół pałacu rozciąga się park z rzeźbami.
Park rzeźby na skarpie to dla mnie najpiękniejsze zakończenie spaceru. Z góry widać Dolny Mokotów, a między drzewami stoją rzeźby, które dzieci traktują jak zagadki. Obok leży Park Arkadia, jeśli macie jeszcze siłę na kolejną pętlę.
Z Królikarni na Ursynów wracam tramwajem po Puławskiej do przesiadki na metro albo autobusem. Całość, ze wszystkimi przerwami, zajmuje mi około czterech godzin.
Wersja krótsza, na godzinę
Nie zawsze mam całe popołudnie. Kiedy po spotkaniu w centrum zostaje mi godzina do odbioru dzieci, robię skróconą pętlę: od Racławickiej przez Narbutta do Parku Dreszera i z powrotem. To około dwóch kilometrów, idealne na kawę na wynos i przewietrzenie głowy.
Po drodze patrzę na detale, na które przy dłuższym spacerze nie ma czasu. Przedwojenne numery domów na emaliowanych tabliczkach, balustrady balkonów, stare bramy z żeliwnymi kratami, podwórka z trzepakami, których na Ursynowie prawie już nie ma. Stary Mokotów najlepiej ogląda się właśnie tak, bez pośpiechu i bez planu, zaglądając tam, gdzie brama akurat jest otwarta. Tylko z szacunkiem, bo za każdą z nich ktoś mieszka.
Praktycznie
- Buty. Trasa jest w większości płaska, ale w parkach na skarpie są schody i zejścia. Wygodne buty obowiązkowo.
- Pora. Najładniej jest późnym popołudniem, kiedy słońce oświetla kamienice od zachodu. W maju to okolice 17:00-19:00.
- Z psem. W parkach psy na smyczy, przy fontannach i na placach zabaw nie wolno. W Królikarni sprawdźcie zasady muzeum, zanim wejdziecie na teren z psem.
- Z dziećmi. Morskie Oko i ogród jordanowski przy Odyńca to dwa przystanki, które uratują każde marudzenie.
Ostatnim razem, wracając z Królikarni, zatrzymałam się jeszcze na chwilę pod naszą dawną kamienicą przy Racławickiej. W oknie na drugim piętrze, tym, w którym kiedyś stała nasza choinka, wisiały nowe zasłony w żółte paski. Na podwórku ktoś trzepał dywan na tym samym trzepaku, na którym Wiktor kiedyś suszył rower po deszczu. Postałam chwilę, zrobiłam zdjęcie bramy i poszłam na metro. Na Imielinie czekała Pestka ze smyczą w pysku.

