Zimą robię zakupy jak większość z nas: raz w tygodniu duży market, w międzyczasie osiedlowy sklep. Ale gdzieś na początku kwietnia coś się zmienia. Na straganach pojawiają się pierwsze pęczki szczypiorku, rzodkiewki i sałaty, a ja zaczynam wracać na bazarki. Najpierw w soboty, potem, jak się rozkręci sezon, także w tygodniu, w przerwie między spotkaniami.
Mieszkam na Ursynowie od dwunastu lat, wcześniej przez kilka lat na Starym Mokotowie, więc mam swoje ulubione miejsca po obu stronach Dolinki Służewieckiej. Poniżej te, które znam z własnych zakupów, a nie z list w internecie.
Giełda na Dołku, Ursynów
Dla mieszkańców Ursynowa to po prostu „Dołek”. Oficjalnie Giełda na Dołku, jedno z największych targowisk w Warszawie. Od kilku lat stoi tymczasowo na terenie dawnej pętli autobusowej Natolin Północny, przy ulicy Płaskowickiej, niedaleko skrzyżowania z KEN. Pierwotne miejsce zajęła budowa Południowej Obwodnicy Warszawy, a dzielnica od dawna zapowiada powrót bazarku w okolice ulicy Braci Wagów, w mniejszej formie. Kiedy to się stanie, zobaczymy. Na razie handel kwitnie tam, gdzie jest.
Najbliżej jest ze stacji metra Imielin, kilka minut pieszo. Ja chodzę z domu, z wózkiem na zakupy, który dzieci nazywają „babcinym”, a który jest najlepszym zakupem ostatnich lat.
Co tam kupuję:
- Warzywa i owoce od kilku stałych sprzedawców. Warto popatrzeć, kto ma skrzynki z ziemią na warzywach, a kto towar z hurtowni poukładany jak w markecie. Jedno i drugie jest w porządku, ale to nie to samo.
- Jajka od gospodarzy spod Warszawy. Przed Wielkanocą jest po nie kolejka.
- Kwiaty i rozsady w sezonie. Od połowy kwietnia pojawiają się sadzonki ziół i pomidorów na balkon.
Największy ruch jest w weekendy, szczególnie w sobotę przed południem. Jeśli chcecie spokojnie pogadać ze sprzedawcą, przyjdźcie w tygodniu rano.
Bazar Olkuska, Stary Mokotów
Z czasów mokotowskich mam sentyment do Bazaru Olkuska przy ulicy Olkuskiej 12. To mały, zadbany bazarek schowany między blokami a kamienicami, niedaleko Puławskiej. Ma swój rytm: stali klienci, stali sprzedawcy, kolejka do warzywniaka, w której ludzie rozmawiają o pogodzie i o tym, kiedy będą truskawki. Jest też bistro, więc zakupy można połączyć z obiadem.
W tygodniu bazar otwiera się o 10:00, w sobotę wcześniej, o 8:30, ale pracuje tylko do 16:00, a w niedzielę jest zamknięty. Z Ursynowa jadę tam metrem z przesiadką na tramwaj albo autobus, całość zajmuje mi mniej więcej pół godziny.
Bazar Polna
Jeśli ktoś pracuje w Śródmieściu albo ma po drodze Politechnikę, Bazar przy Polnej to klasyka. Hala i stragany wokół niej, mnóstwo stoisk z owocami, warzywami, serami i wędlinami. Bywa droższy niż osiedlowe targowiska, ale wybór jest duży, a jakość zwykle bardzo dobra. Wiosną to dobre miejsce na pierwsze polskie szparagi, kiedy już się pojawią, i na rabarbar.
Ja zaglądam tam przy okazji spotkań w centrum. Z torbą na ramieniu, bo z wózkiem w metrze w godzinach szczytu nikt mnie nie kocha.
Hale Banacha, Ochota
Tu robi zakupy moja mama, która mieszka na Ochocie, więc siłą rzeczy znam je dobrze. Hale Banacha przy Grójeckiej 95 to kawałek dawnej Warszawy: hala, pawilony, sprzedawcy, którzy znają klientów po imieniu. Mama chodzi tam po kiszoną kapustę, twaróg i pieczywo. Ja przy okazji odwiedzin kupuję ryby i przyprawy na wagę.
Co kupować w kwietniu
Kwiecień na bazarku to jeszcze przedwiośnie. Nie ma co się nastawiać na polskie truskawki czy młodą kapustę. Za to jest kilka rzeczy, dla których warto się ruszyć:
- Rzodkiewka, szczypiorek, koperek, sałata masłowa. Pierwsze nowalijki, na początku miesiąca głównie spod folii. Smakują lepiej niż te z plastikowych tacek.
- Rabarbar. Pojawia się w drugiej połowie kwietnia. U nas idzie na kompot i na ciasto z kruszonką.
- Szparagi. Polskie zwykle pod koniec miesiąca albo na początku maja. Wcześniej to przeważnie import. Pytajcie wprost, skąd są. Sprzedawcy na bazarkach zwykle mówią, jak jest.
- Jaja, twaróg, śmietana od drobnych producentów, jeśli ktoś lubi.
- Ziemniaki z przechowalni. Młode, które widzicie w kwietniu, niemal na pewno przyjechały z daleka. Nic w tym złego, byle płacić za to świadomie.
Ceny i płacenie
Nie będę podawać cen co do złotówki, bo zmieniają się z tygodnia na tydzień, a na początku sezonu potrafią skakać nawet w ciągu kilku dni. Ogólna zasada z moich zakupów: pierwsze nowalijki są na bazarku droższe niż w markecie, ale po kilku tygodniach, kiedy towaru przybywa, ceny spadają i bywa taniej. Pod koniec dnia, szczególnie w sobotę, sprzedawcy chętniej schodzą z ceny albo dorzucają pęczek koperku.
Większość stoisk przyjmuje dziś karty i BLIK, ale nie wszystkie. Zawsze mam przy sobie trochę gotówki, szczególnie na małe zakupy u gospodarzy, którzy przyjeżdżają z kilkoma skrzynkami.
Kilka zasad, których się trzymam
- Własne torby i woreczki. Na bazarku nikt się nie dziwi, a w domu mniej foliowych śmieci.
- Najpierw obchodzę cały bazarek, dopiero potem kupuję. Ta sama rzodkiewka dwa stoiska dalej może być ładniejsza.
- Wybieram jedno, dwa stoiska na stałe. Po kilku tygodniach sprzedawca odłoży mi najlepsze pomidory albo powie, że jutro będą truskawki z Grójca.
- Nie kupuję na zapas. Warzywa z bazarku są świeże, ale nie mają wiecznej trwałości. Lepiej wrócić w środę.
Zosia twierdzi, że na bazarku „wszystko pachnie”. Antek docenia głównie to, że pani od owoców czasem da mu jabłko. Dla mnie to po prostu przyjemniejszy sposób na zakupy: bez taśmy, bez głośników, z rozmową. Jeśli do tej pory kupowaliście wszystko w markecie, spróbujcie w najbliższą sobotę. Wiosna to najlepszy moment na początek.
