Przez ostatnie lata Wielkanoc wyglądała u nas tak samo: w Wielką Sobotę rano pakowanie, dwie godziny w korku na wylotówce, dwa dni u rodziny, w poniedziałek powrót razem z połową Mazowsza. W tym roku mówimy pas. Teściowie przyjadą do nas z Piaseczna na niedzielne śniadanie, moja mama wpadnie z Ochoty, a reszta świąt zostaje dla nas.
Wielkanoc wypada w tym roku 5 kwietnia. Mamy więc przed sobą krótki tydzień i długi weekend w mieście, które w te dni robi się zaskakująco ciche. Spisałam, jak to sobie układam. Może komuś, kto też zostaje, oszczędzi to paru nerwów.
Zakupy: wcześniej, niż się wydaje
Najważniejsza rzecz, o której co roku ktoś zapomina: w Wielką Sobotę sklepy pracują krócej, zwykle do 14:00, a w niedzielę i Poniedziałek Wielkanocny są zamknięte. W praktyce ostatni sensowny moment na spokojne zakupy to czwartek wieczorem. Piątek po południu i sobota rano to kolejki do kas przez pół sklepu, zwłaszcza w dużych marketach przy KEN i przy Puławskiej.
Ja dzielę zakupy na dwie tury:
- Trwałe rzeczy (mąka, cukier, majonez, chrzan w słoiku, napoje, karma dla psa na cztery dni) kupuję w poniedziałek lub wtorek, przy okazji zwykłych zakupów.
- Świeże (jajka, wędliny, warzywa, twaróg na sernik) w czwartek, najlepiej na bazarku, gdzie w Wielkim Tygodniu stoiska z jajami od gospodarzy i domowymi wędlinami mają swój najlepszy tydzień w roku.
Jeśli ktoś korzysta z dostaw do domu, sloty na piątek i sobotę znikają na kilka dni wcześniej. W zeszłym roku sprawdziłam w poniedziałek i były już tylko wieczorne okna w środę.
Święconka na osiedlu
Wielka Sobota to w Warszawie dzień koszyczków. Parafie na Ursynowie, Mokotowie i w każdej innej dzielnicy święcą pokarmy zwykle od rana do popołudnia, co pół godziny lub co godzinę. Rozpiskę wiesza się na drzwiach kościoła i na stronie parafii, więc sprawdzam ją w tygodniu, a nie w sobotę o 9:00.
Z dziećmi najlepiej sprawdzają się godziny przedpołudniowe. Antek (8 lat) przez pierwsze lata niósł koszyczek z takim namaszczeniem, jakby tam było złoto. Zosia (11) w tym roku zapowiedziała, że sama ozdobi koszyk bukszpanem i sama zdecyduje, co do niego trafi. Zobaczymy, czy będzie tam coś poza czekoladowym zającem.
Praktyczna uwaga: w okolicy godzin szczytu święconki pod kościołami robi się tłoczno, a parkingi są pełne. Idźcie pieszo, jeśli się da. Na osiedlu to i tak pięć, dziesięć minut.
Wielki Piątek i sobota: miasto zwalnia
Dla wielu warszawiaków tradycją jest odwiedzanie Grobów Pańskich w kościołach w piątek wieczorem i w sobotę. W Śródmieściu to cała trasa, bo kościoły na Krakowskim Przedmieściu i na Starym Mieście stoją blisko siebie. Niezależnie od tego, czy robicie to z powodów religijnych, czy po prostu dla wystroju, bo niektóre groby to naprawdę duże instalacje, warto wybrać wieczór piątku. W sobotę po południu jest najwięcej ludzi.
My w piątek robimy sobie wolne od kuchni. Obiad jest prosty, a wieczorem idziemy z Pestką, naszą suczką, dłuższą trasą przez Dolinę Służewiecką. Przed świętami na osiedlu jest wyjątkowo spokojnie, bo część sąsiadów już wyjechała. Parkingi pod blokami pustoszeją w oczach.
Niedziela: śniadanie i nic na siłę
Niedzielne śniadanie wielkanocne to u nas jedyny punkt obowiązkowy. Siadamy koło dziesiątej, kończymy koło południa i dalej nie planuję niczego, co wymaga zegarka. Po takim śniadaniu każdy potrzebuje ruchu, więc popołudniowy spacer jest właściwie z urzędu.
Jeśli pogoda dopisze, na początek kwietnia polecam parki, w których wiosnę widać najwcześniej:
- Łazienki Królewskie. W święta pełne rodzin, ale teren jest na tyle duży, że da się znaleźć spokojniejszą alejkę. Wiewiórki gwarantowane.
- Park przy Bażantarni na Natolinie, dla nas pięć minut od domu. Płasko, dobre na rower dla młodszych dzieci.
- Dolina Służewiecka z górką Kazurką. Z górki widać kawał południowej Warszawy, a na dole jest miejsce na piłkę.
- Pole Mokotowskie dla tych, którzy mieszkają bliżej centrum. Po rewitalizacji jest więcej wody i trzcin, a mniej rozdeptanej trawy.
Jedna uwaga z doświadczenia: w Niedzielę Wielkanocną wiele kawiarni i lokali jest zamkniętych albo otwiera się dopiero po południu. Jeśli plan zakłada kawę na mieście, sprawdźcie to wcześniej, zamiast chodzić od drzwi do drzwi z marudzącymi dziećmi.
Poniedziałek: śmigus-dyngus i wyjście z domu
Poniedziałek Wielkanocny to dzień, w którym Antek od rana czeka z pistoletem na wodę. Ustaliliśmy zasady: leje się tylko na balkonie i tylko w domowników. Sąsiadów z parteru zostawiamy w spokoju, pies też ma immunitet.
Po południu warto wyjść dalej niż za róg. Kilka pomysłów, które sprawdziły się u nas w poprzednich latach, kiedy zostawaliśmy chociaż na jeden dzień:
- Wilanów i okolice pałacu. Z Ursynowa to krótka podróż autobusem. Sam park pałacowy bywa w święta otwarty w zmienionych godzinach, dlatego sprawdzam to na stronie muzeum dzień wcześniej.
- Las Kabacki, ale bez psa. Rezerwat ma zakaz wprowadzania psów, więc Pestka zostaje w domu, a my idziemy od stacji metra Kabaty wzdłuż wyznaczonych ścieżek.
- Bulwary nad Wisłą, jeśli jest ciepło. W kwietniu jeszcze bez tłumów, idealne na rower albo hulajnogę.
- Stare Miasto i Krakowskie Przedmieście na krótki spacer. W świąteczny poniedziałek jest tam mniej ludzi niż w zwykły weekend.
Jak się poruszać
Komunikacja miejska w święta działa według rozkładów świątecznych, co w praktyce oznacza rzadsze kursy, szczególnie autobusów. Metro jeździ, ale też rzadziej niż w dzień roboczy. Przed wyjściem sprawdzam połączenie w aplikacji, bo różnica między „co 4 minuty” a „co 15 minut” przy dwójce dzieci i psie ma znaczenie.
Samochód w mieście w święta to za to czysta przyjemność. Puławską da się przejechać bez stania, a w Śródmieściu znaleźć miejsce do parkowania. Mimo to wolę zostawić auto pod blokiem, bo po świątecznym obiedzie nikt nie chce być kierowcą.
Co bym zrobiła inaczej
Rok temu zostaliśmy w mieście tylko na poniedziałek i popełniłam dwa błędy. Pierwszy: zakupy w sobotę rano, co skończyło się godziną w kolejce i brakiem chrzanu. Drugi: zbyt ambitny plan na poniedziałek, bo chciałam zdążyć i na spacer, i na wizytę u znajomych na drugim końcu miasta, przy świątecznym rozkładzie jazdy. W tym roku robię mniej, ale spokojniej.
Jeśli ktoś z was też zostaje w Warszawie, dajcie znać, jak wam poszło. Za tydzień piszę o bazarkach na południu miasta, bo wiosna na straganach zaczyna się właśnie teraz.

