Ostatni raz byliśmy we dwoje gdzieś dalej niż w kinie na Mokotowie, kiedy Antek miał trzy lata. Potem zawsze było coś: szkoła, choroby, Pestka, wakacje z dziećmi, które są wspaniałe, ale wypoczynkiem nazwać ich nie można. W sierpniu, na Kaszubach, przy ognisku, Wiktor powiedział: jesienią lecimy gdzieś na weekend. Sami. I tym razem nie odpuściliśmy.
Piszę to w piątek wieczorem, z biletami w skrzynce mailowej. Po drodze nauczyłam się kilku rzeczy o tanim lataniu z Warszawy, które przydadzą się każdemu, kto chce wyrwać się na dwa dni bez brania urlopu.
Po sezonie, czyli kiedy
Wakacje i długie weekendy to najdroższy czas na latanie. Wiedzą to wszyscy, a mimo to co roku w czerwcu zaczynamy szukać lotów na lipiec i dziwimy się cenom. Po sezonie jest odwrotnie: samoloty latają tymi samymi trasami, a chętnych jest mniej. Październik, listopad i początek grudnia, z wyjątkiem świątecznych weekendów, to okres, kiedy linie walczą o pasażerów.
Druga rzecz to dni tygodnia. Wylot w piątek wieczorem i powrót w niedzielę bywa droższy niż wylot w sobotę rano, ale za to nie trzeba brać ani jednego dnia wolnego. Dla nas to było ważniejsze niż kilkadziesiąt złotych różnicy. Mój urlop jest rozpisany co do dnia na ferie i wakacje, a Wiktor w listopadzie ma w pracy oddanie projektu.
Okęcie czy Modlin
Z Ursynowa na Lotnisko Chopina, czyli na Okęcie, mamy blisko, to właściwie sąsiednia dzielnica. Modlin to zupełnie inna wyprawa: lotnisko leży kilkadziesiąt kilometrów na północ od Warszawy, więc z naszego końca miasta trzeba przejechać całą Warszawę i jeszcze kawałek. W piątek po pracy, w korkach, to potrafi zająć więcej czasu niż sam lot.
Dlatego zanim kupię tani bilet z Modlina, doliczam do niego dojazd. Bilet na autobus albo pociąg dla dwóch osób w obie strony, czas, ewentualnie parking. Czasem wychodzi, że lot z Okęcia za kilkadziesiąt złotych więcej jest w praktyce tańszy. A czasem nie, bo tanie linie mają z Modlina kierunki, których z Okęcia po prostu nie ma.
Jak szukam
Przez lata szukałam lotów tak, jak pewnie większość z nas: otwierałam stronę jednej linii, potem drugiej, potem wyszukiwarkę, potem zapominałam, co gdzie widziałam. Tej jesieni zmieniłam metodę. Zamiast zaczynać od miasta, do którego chcę lecieć, zaczynam od ceny i dat.
Od kilku tygodni zaglądam do HeroFly, serwisu, który zbiera tanie loty z Polski (https://herofly.pl/) z kilkunastu lotnisk i codziennie pokazuje okazje z ceną za przelot tam i z powrotem. Można tam wybrać konkretne lotnisko, osobno Okęcie i osobno Modlin, a dla takich jak my najciekawsze są dwa zestawienia. Pierwsze to „Weekend po pracy”: wylot w piątek po 16:00 albo w sobotę, powrót w niedzielę. Drugie to „Loty na jeden dzień”, rano tam, wieczorem z powrotem, na wypadek gdyby babcia mogła wziąć dzieci tylko na sobotę. Są też osobne zakładki z wyprzedażami i spadkami cen.
Nie kupiłam pierwszej okazji, którą zobaczyłam. Przez dwa tygodnie zaglądałam tam wieczorami, kiedy dzieci już spały, i zapisywałam w notesie kierunki, które się powtarzały. Po tygodniu wiedziałam, które miasta pojawiają się regularnie w cenie poniżej dwustu złotych, a które tylko raz, przez przypadek. To dużo spokojniejsze niż nerwowe łapanie promocji, która „kończy się za godzinę”.
Mały bagaż, duża oszczędność
Najtańszy bilet prawie zawsze oznacza jeden mały bagaż, który mieści się pod siedzeniem. Za walizkę kabinową, a tym bardziej rejestrowaną, płaci się osobno i potrafi to podwoić cenę przelotu. Na dwa dni jesienią da się spakować w plecak, choć wymaga to dyscypliny, której mi zwykle brakuje.
Wymiary bagażu podręcznego różnią się między liniami i to nie są różnice symboliczne. Sprawdzam je zawsze na stronie przewoźnika przed pakowaniem, a nie na lotnisku. Wiktor zmierzył nasze plecaki miarką krawiecką i jeden okazał się o kilka centymetrów za duży. Lepiej to odkryć w przedpokoju niż przy bramce.
Kilka innych rzeczy, które sprawdzam przy kupowaniu:
- Godziny lotu. Wylot o szóstej rano z Modlina oznacza pobudkę w środku nocy. Powrót po północy oznacza, że w poniedziałek rano będę w pracy jak z krzyża zdjęta.
- Odprawa online. Część tanich linii każe płacić za odprawę na lotnisku. Robię ją w telefonie, gdy tylko się otworzy.
- Wybór miejsc. Jeśli nie zapłacisz za miejsce, system przydzieli je losowo. Na dwugodzinny lot spokojnie przeżyjemy dwa rzędy od siebie.
- Dojazd z lotniska na miejscu. Niektóre tanie lotniska leżą daleko od miasta, do którego się leci. Bilet autobusowy po drugiej stronie też trzeba doliczyć.
Dowód zamiast paszportu
Na wyjazd w granicach Unii Europejskiej wystarczy dowód osobisty, pod warunkiem, że jest ważny. Brzmi oczywiście, a jednak znam dwie osoby, które dowiedziały się o przeterminowanym dowodzie przy odprawie. Wiktor wymieniał swój wiosną, więc u nas akurat spokój, ale sprawdziłam jeszcze raz daty na obu dokumentach. Jak umówić się w urzędzie bez stania w kolejce, opisywałam w tekście o urzędzie dzielnicy.
Przy wyjeździe poza Unię potrzebny będzie paszport, a przy niektórych kierunkach także elektroniczne zezwolenie na wjazd. To sprawdzam zawsze na rządowej stronie dla podróżujących, a nie na forach.
Dom, kiedy nas nie ma
Najtrudniejsza część całego wyjazdu nie ma nic wspólnego z lotniskiem. Babcia przyjeżdża do nas z Ochoty w piątek po południu i zostaje do niedzieli. Ma rozpisane zajęcia dzieci, wie, o której wychodzi Pestka i że przy burzy trzeba ją wziąć na kolana. Zosia obiecała, że pomoże przy Antku. Antek obiecał, że nie będzie potrzebował pomocy. Zobaczymy.
Sąsiadka z drugiej klatki, ta sama, która pilnowała naszych kwiatów w sierpniu, ma numer do nas i do babci. O tym, kto w bloku powinien wiedzieć o wyjeździe, a kto niekoniecznie, pisałam przed wakacjami w tekście o kluczach, roślinach i psie. Na dwa dni zasady są te same, tylko lista krótsza.
Bilety w skrzynce
Ile wydaliśmy? Za dwa bilety w obie strony, z jednym małym bagażem na osobę, mniej niż za jeden obiad na mieście dla czwórki, z deserem i lodami dla dzieci. Do tego dojazd, dwa noclegi i jedzenie na miejscu, ale to już byłoby i bez lotu.
Wylatujemy w piątek pod koniec października, wracamy w niedzielę wieczorem. Dokąd? Do miasta, w którym żadne z nas nie było, i to musi wystarczyć jako odpowiedź. Opowiem po powrocie. Na razie Wiktor ćwiczy pakowanie plecaka, a ja ćwiczę niedzwonienie do babci co dwie godziny.

