We wtorek wieczorem zadzwoniłam do drzwi w drugiej klatce z reklamówką. W środku były zapasowe klucze, kartka z moim numerem i dwie paczki herbatników dla wnuków sąsiadki, które przyjeżdżają do niej w sierpniu. Sąsiadka, emerytowana nauczycielka, wzięła klucze, schowała je do szuflady w przedpokoju i zapytała tylko: „Pomidory też?”. Pomidory też.
Tak zaczyna się u nas każdy urlop. Nie od walizek, tylko od kilku rozmów na klatce schodowej i przy skrzynkach. W tym roku jedziemy na dziesięć dni na Kaszuby, do domku, który przyjmuje psy. Wszystko, co zostaje w Warszawie, zostaje pod opieką ludzi, których mijamy codziennie w windzie.
Klucze wędrują do drugiej klatki
Z sąsiadką z drugiej klatki mamy układ od kilku lat. Ona trzyma nasze klucze, kiedy wyjeżdżamy, my trzymamy jej, kiedy jedzie do córki. Nie spisywaliśmy żadnej umowy. Zaczęło się od tego, że kiedyś zatrzasnęłam drzwi z kluczami w środku, a ona akurat wracała z zakupami i powiedziała, że następnym razem lepiej, żeby zapasowy komplet był bliżej niż u mojej mamy na Ochocie.
Wybór osoby do kluczy to w bloku sprawa ważniejsza niż wybór zamka. Szukam kogoś, kto jest na miejscu przez większość wakacji, nie ogłasza wszystkiego na klatce i nie ma problemu z tym, żeby w razie czego zejść do nas w kapciach. Emerytowana nauczycielka, która zna wszystkich w trzech klatkach, spełnia te warunki z nawiązką.
Klucze dostaje bez żadnej przywieszki z adresem. Ona wie, czyje są. Nikt inny nie musi.
Pomidory na cudzym balkonie
Na naszym balkonie na czwartym piętrze stoją pomidory w dużych donicach, zioła i pelargonie. W sierpniu słońce praży tam od południa do wieczora. Dziesięć dni bez wody i zostałyby z nich patyki.
Od dwóch lat robimy tak: małe doniczki z ziołami i pelargonie przenosimy na balkon sąsiadki. Ma go od strony podwórka, w cieniu klonu, więc rośliny mniej piją, a ona i tak podlewa swoje. Antek nosi doniczki po schodach i liczy, ile razy przeszedł, bo winda w upał jest wolna, a on nie lubi czekać. W zeszłym roku wyszło jedenaście kursów.
Pomidory zostają u nas, bo donic nie da się przenieść. Sąsiadka zagląda do nich co dwa, trzy dni. Zostawiam jej na drzwiach balkonowych kartkę, ile wody i kiedy, oraz pozwolenie, żeby zjadła wszystko, co dojrzeje. Zwykle wracamy do krzaków obranych do zera. Nie mam o to żalu, tak ma być.
Skrzynka, awizo i paczkomat
Skrzynki pocztowe na naszym parterze wiszą w jednym rzędzie, na widoku. Ulotki z pizzerii wystające z jednej szczeliny przez tydzień mówią każdemu, kto przechodzi, że tu nikt nie zagląda. Kluczyk do skrzynki wisi więc na tym samym kółku co klucze do mieszkania, a sąsiadka opróżnia ją, kiedy idzie po swoją pocztę.
Z awizo jest więcej zachodu. List polecony czeka na poczcie dwa tygodnie, więc przy dziesięciu dniach urlopu zwykle zdążę odebrać go sama. Ale jeśli spodziewam się czegoś pilnego, na przykład pisma ze spółdzielni albo z urzędu, zostawiam sąsiadce upoważnienie do odbioru. Wystarczy wiedzieć, co może przyjść, żeby nie tłumaczyć się potem, dlaczego pismo wróciło do nadawcy.
Paczki to osobna historia. Przed wyjazdem sprawdzam, co jeszcze jest w drodze, i nic nowego nie zamawiam. Paczka w paczkomacie przy pawilonie nie czeka długo, a potem wraca. Kurierowi, który zostawia przesyłki pod drzwiami, wolę nie dawać okazji. Jeśli coś musi dojść w trakcie, przekierowuję to od razu do sąsiadki, za jej zgodą.
Pestka jedzie z nami
Pestka od kilku dni wie, że coś się szykuje. Walizki w przedpokoju zawsze ją niepokoją. Kładzie się obok nich i pilnuje, żeby nikt nie wyszedł bez niej. W tym roku może być spokojna, bo domek na Kaszubach przyjmuje psy.
Zanim wsiądziemy do samochodu, trzy rzeczy muszą się zgadzać. Szczepienie przeciw wściekliźnie jest aktualne, bo to obowiązek, a w lesie na Kaszubach wolę mieć przy sobie książeczkę zdrowia. Obroża przeciw kleszczom jest założona tydzień przed wyjazdem, nie w dniu wyjazdu. I adresówka na obroży ma nasz aktualny numer telefonu.
Z tym numerem mieliśmy w tym roku niespodziankę. Pestka ma czip ze schroniska, z którego wzięliśmy ją w 2019 roku. Czip jest wart tyle, ile dane w bazie, do której go przypisano. Sprawdziłam i okazało się, że w bazie wciąż wisi mój stary numer, sprzed zmiany telefonu. Gdyby Pestka zgubiła się w obcym lesie, ktoś by ją znalazł, weterynarz odczytałby czip i zadzwonił pod numer, którego nikt nie odbiera. Poprawiłam to w dziesięć minut.
Jeśli wasz pies albo kot nie ma czipa, Warszawa w 2026 roku finansuje bezpłatne czipowanie w wybranych lecznicach, do wyczerpania środków. Potrzebna jest Karta Warszawiaka i dokument, że zwierzę jest wasze. Lista lecznic jest w serwisie Warszawa 19115, o którym pisałam w tekście dla nowych mieszkańców Ursynowa.
Kto wie, a kto nie musi
Mam w głowie krótką listę ludzi, którzy wiedzą o naszym wyjeździe. Sąsiadka z kluczami. Sąsiedzi z trzeciego piętra, bo mieszkają pod nami i jeśli coś zacznie kapać z sufitu, muszą mieć do kogo zadzwonić. Dostają mój numer i numer sąsiadki z kluczami. Moja mama, która i tak zadzwoni w trzecim dniu z pytaniem, czy jest ciepło.
Reszta bloku nie musi wiedzieć. Nie piszę o wyjeździe na osiedlowej grupie, nawet kiedy ktoś pyta, czy ma ktoś wolne miejsce w piwnicy na rowery na sierpień. Nie zostawiam kartki dla listonosza. Rolety zostawiam tak, jak są na co dzień, do połowy, bo szczelnie zasłonięte okna w lipcu na czwartym piętrze widać z podwórka lepiej niż otwarte.
Jest jeszcze pani z parteru, która widzi wszystko. Jej nic nie mówię, a ona i tak wie. W zeszłym roku po powrocie powiedziała mi, że przez tydzień nikt obcy nie kręcił się przy naszej klatce, poza kurierem, któremu kazała zostawić paczkę u sąsiadki. Nie prosiłam jej o to. Tak działa blok, w którym mieszka się dwanaście lat.
Ostatni wieczór
W przeddzień wyjazdu wszystko jest już poustawiane. Zioła stoją na balkonie w drugiej klatce, kluczyk do skrzynki wisi na kółku w cudzej szufladzie, numer w bazie czipów się zgadza. Wieczorem idziemy z Pestką na ostatni spacer po Dolinie Służewieckiej. Zosia niesie smycz, Antek liczy kroki do Kazurki i gubi się przy trzysetnym.
Wracając, mijamy sąsiadkę na ławce przed blokiem. Macha do nas i woła, że pomidory na czwartym piętrze już widziała i że jeden jest prawie czerwony. Wiktor odpowiada, że jest jej. Pestka ciągnie do domu, do walizek, żeby jej nikt nie zostawił.


