Każdy blok ma swoje piwnice pełne rzeczy, które „jeszcze się przydadzą”. Rowerki, z których dzieci wyrosły. Książki przeczytane raz. Wózki, foteliki, gry planszowe bez jednego pionka, ubrania w rozmiarze, który już nie wróci. U nas w piwnicy stał przez trzy lata łóżeczko Antka i kosz z zabawkami, na który nikt nie miał serca.
W zeszłym roku razem z sąsiadką z drugiej klatki zorganizowałyśmy pierwszy targ sąsiedzki na naszym osiedlu. Był chaos, był deszcz, była kolejka po domowe ciasto. I było świetnie. W pierwszą sobotę września odbyła się druga edycja, tym razem razem ze spółdzielnią, więc spisuję wszystko, czego się przez te dwa razy nauczyłyśmy.
Krok 1: znajdź dwie, trzy osoby do pomocy
Sama tego nie zrobisz. Serio. Potrzebujesz przynajmniej dwóch, trzech osób, z którymi podzielisz się zadaniami: jedna od kontaktu ze spółdzielnią, druga od promocji, trzecia od logistyki w dniu targu.
Moja sąsiadka, emerytowana nauczycielka, znała wszystkich w trzech klatkach i wiedziała, kogo poprosić o stoły. Ja wzięłam na siebie ogłoszenia i grupę osiedlową w internecie, bo na co dzień zajmuję się marketingiem i przynajmniej raz ta praca przydała się w życiu prywatnym.
Krok 2: miejsce i zgoda
To najważniejszy krok, który wiele osób pomija. Teren między blokami zwykle do kogoś należy: do spółdzielni, wspólnoty albo do miasta. Zanim rozwiesisz ogłoszenia, musisz wiedzieć, czyj to plac i czy możesz go użyć.
- Teren spółdzielni lub wspólnoty. Piszesz do zarządu z prośbą o zgodę, podając datę, godziny, liczbę stoisk i informację, kto sprząta. U nas zgoda przyszła po dwóch tygodniach, z warunkiem, że nie zastawimy dojazdu dla straży pożarnej.
- Teren miejski. Tu procedura jest dłuższa i zależy od tego, czy to zieleń, chodnik czy plac. Najlepiej zadzwonić do urzędu dzielnicy i zapytać, do kogo się zwrócić. O rezerwacji wizyty w urzędzie pisałam w tekście o urzędzie dzielnicy bez kolejki.
- Teren instytucji. Plac przy domu kultury, szkole czy parafii. Często najprostsze rozwiązanie, bo instytucja może chcieć być współorganizatorem.
Krok 3: termin
Sobota, przedpołudnie. Najlepiej od 10:00 do 14:00. Niedziela też jest dobra, ale wiele osób ma wtedy plany rodzinne. Unikajcie długich weekendów i środka wakacji, kiedy pół osiedla jest poza miastem. Najlepsze terminy to maj, czerwiec, wrzesień.
I zawsze miejcie plan B na pogodę. O tym niżej, bo to była nasza największa lekcja.
Krok 4: zasady
Warto ustalić kilka zasad i napisać je w ogłoszeniu:
- Co sprzedajemy. U nas: rzeczy używane, zabawki, książki, ubrania, rękodzieło. Bez nowych towarów z hurtowni, bo to ma być targ sąsiedzki, a nie bazar.
- Jedzenie. Domowe ciasta tak, ale na zasadzie „za co łaska” albo do puszki na cel wspólny. Sprzedaż żywności na większą skalę wymaga spełnienia przepisów sanitarnych, więc lepiej trzymać się skali sąsiedzkiej.
- Zapisy na stoiska. Prosta lista w formularzu internetowym albo na kartce w klatce. Dzięki temu wiecie, ile stołów będzie potrzebnych.
- Co zostaje. Rzeczy, których nikt nie kupi, trzeba zabrać do domu albo oddać. Umówcie się wcześniej z organizacją, która je przyjmie, na przykład z punktem zbiórki ubrań czy biblioteką.
Krok 5: namioty i pogoda
W zeszłym roku zaczęło padać o 10:30. Pół godziny po otwarciu. Mieliśmy trzy ogrodowe namioty od sąsiadów, pod które schowały się może cztery stoiska. Reszta w pośpiechu składała rzeczy do reklamówek. Połowa ludzi rozeszła się do domów.
W tym roku targ zrobiliśmy ze spółdzielnią, która po pierwszej edycji uznała, że to dobry pomysł. Był większy, połączony z festynem na zakończenie lata, i tym razem deszcz nas oszczędził. Ale przy kilkudziesięciu stoiskach ogrodowe pawilony 3 na 3 metry nie wystarczą, a spółdzielnia chce robić targ dwa razy w roku, także wiosną, kiedy pogoda jest loterią. Dlatego jeszcze w sierpniu zaczęłyśmy szukać czegoś, co pomieści wszystkie stoły i przetrwa ulewę.
Pierwszy namiar dała rodzina. Moja współorganizatorka ma siostrę w Białymstoku i to ona, kiedy usłyszała o naszym zeszłorocznym deszczu, przysłała link do producenta z Wrocławia, który ma osobne podstrony dla różnych miast, w tym dla jej miasta: hale namiotowe Białystok (https://www.ekodynamic.pl/bialystok-hale-namiotowe/). Opisują tam zastosowania, o których same byśmy nie pomyślały: hala jako poczekalnia, punkt wydawania posiłków przy zawodach biegowych, sala do tańca na przyjęciu w plenerze. Targ, na którym ludzie chcą spokojnie przejrzeć książki i ubrania, mieści się w tym bez trudu.
Najwięcej dały nam zdjęcia realizacji. Są wśród nich duże hale stojące na utwardzonym placu między wysokimi blokami, z daleka podobne do dwóch białych hangarów, i małe pawilony z przeszklonymi drzwiami, w których ktoś ustawił stoliki i krzesła na trawie pod drzewami. Ten mniejszy format od razu kojarzy się z kawiarnią przy festynie, a tego właśnie chciała spółdzielnia.

Potem przyszło liczenie. Hala namiotowa (https://www.ekodynamic.pl/) w wynajmie kosztuje według strony głównej producenta od 10 zł za metr kwadratowy miesięcznie, aluminiowe konstrukcje wynajmuje się na okres do sześciu miesięcy, a przy zakupie cena zaczyna się od 249 zł za metr. Na jeden sobotni targ to zupełnie inny rachunek niż na cały sezon, więc spółdzielnia poprosiła o wycenę na dwa terminy w roku i czeka na odpowiedź. Decyzję podejmie zarząd. Mnie wystarcza, że sama rozmowa o targu, który może się odbyć w każdą pogodę, przekonała kilku sceptyków z rady osiedla.
Jeśli wasz targ jest mniejszy, wystarczą namioty od sąsiadów i jeden większy pawilon pożyczony od domu kultury albo parafii. Najważniejsze: miejcie jakikolwiek plan na deszcz.
Krok 6: promocja
Najskuteczniejsze kanały na osiedlu są stare jak świat:
- Kartki w klatkach i windach. Duże litery, data, godzina, miejsce. Tablica ogłoszeń przy wejściu działa lepiej niż cokolwiek w internecie.
- Grupa osiedlowa w mediach społecznościowych. Post dwa tygodnie przed i przypomnienie dzień przed.
- Szkoła i przedszkole. Rodzice to najważniejsza grupa kupujących i sprzedających. Poproście dyrekcję o wywieszenie ogłoszenia.
- Poczta pantoflowa. Seniorzy z osiedla przekażą informację szybciej niż jakikolwiek algorytm.

Krok 7: dzień targu
Zbiórka organizatorów godzinę przed otwarciem. Rozstawienie stołów według planu, który przygotowałyście wcześniej. Jedna osoba przy wejściu z informacją, gdzie co jest. Kosze na śmieci, najlepiej kilka. Przedłużacz, jeśli ktoś ma głośnik z muzyką.
I rzecz, o której zapomniałyśmy za pierwszym razem: toaleta. Przy czterech godzinach targu ktoś zawsze będzie potrzebował. Umówcie się z najbliższym lokalem, domem kultury albo zapytajcie w spółdzielni.
Krok 8: sprzątanie
Po targu plac ma wyglądać lepiej niż przed. To warunek, żeby spółdzielnia zgodziła się na następny raz. Worki, rękawice, miotła, a rzeczy, które zostały, od razu do samochodu jadącego do punktu zbiórki.
Czy było warto?
Za pierwszym razem Antek sprzedał swoje stare autka za 27 złotych i był z siebie dumny przez tydzień. Zosia kupiła trzy książki za dziesięć złotych. Ja pozbyłam się łóżeczka, które pojechało do rodziny z nowo narodzonym dzieckiem z bloku naprzeciwko. Ale najważniejsze było coś innego. Poznałam sąsiadów, których mijam od lat na klatce i nie wiedziałam, jak mają na imię.
Po drugiej edycji to uczucie jest jeszcze mocniejsze. Przyszło kilka rodzin z nowego bloku obok, o którym pisałam przy okazji sąsiadów zza szlabanu, i z nimi przegadałam najwięcej czasu przy stole z książkami.
Targ sąsiedzki to nie jest wielka rzecz. To kilka godzin w sobotę. Ale po nim osiedle jest trochę mniej anonimowe. I to wystarczy.

