Przeskocz nawigację
Wybierz dzielnicę
Menu
Z dziećmi Z Warszawy w Karkonosze

Zielona szkoła w Karkonoszach: co rodzic z Warszawy powinien wiedzieć o dojeździe

Klasa Zosi jedzie w czerwcu w Karkonosze. Na zebraniu połowa pytań dotyczyła nie programu, tylko drogi: ile godzin w autokarze, kto sprawdzi kierowcę, czy dzieci wytrzymają. Zebrałam to, czego się dowiedziałam.

Marta, rysunek: idzie z psem na smyczy i kubkiem kawy Pisze Marta 4 min czytania

Zebranie w sprawie zielonej szkoły trwało półtorej godziny. Program wycieczek wychowawczyni przedstawiła w dziesięć minut: Śnieżka, wodospady, Szklarska Poręba, jeden dzień w Jeleniej Górze. Resztę czasu zajęły pytania o transport. I szczerze mówiąc, sama zadałam ich kilka.

Z Ursynowa w Karkonosze jest daleko. Około 550 kilometrów, zależnie od miejscowości. Dla jedenastolatków to wyprawa na cały dzień, a dla rodziców tydzień nerwów, zanim autokar ruszy spod szkoły. Poniżej to, czego dowiedziałam się od wychowawczyni, organizatora i kilku rodziców, którzy przechodzili to już ze starszymi dziećmi.

Autokar prosto z Warszawy

Najczęstszy wariant. Autokar podjeżdża pod szkołę rano, dzieci wsiadają z plecakami i jadą do ośrodka bez przesiadek. Wygodne, bo bagaż ładuje się raz, a grupa jest cały czas razem.

Minus: czas. Przy trasie przez Wrocław i S3 albo przez Łódź i A1 z autostradą A4 trzeba liczyć siedem, osiem godzin z przerwami. Przy korkach na wylocie z Warszawy i robotach drogowych więcej. Z dziećmi, które mają chorobę lokomocyjną, to naprawdę długo.

Tu wchodzą przepisy o czasie pracy kierowcy. Kierowca może prowadzić bez przerwy najwyżej 4,5 godziny, potem musi odpocząć co najmniej 45 minut (albo w dwóch częściach: 15 i 30 minut). Dzienny limit jazdy to co do zasady 9 godzin. Przy jednej trasie Warszawa-Karkonosze jeden kierowca się zmieści, ale bez zapasu. Jeśli w programie jest jeszcze wycieczka w dniu przyjazdu, pytajcie, czy jedzie dwóch kierowców.

Pociąg plus autokar na miejscu

Drugi wariant, coraz częściej spotykany: dzieci jadą pociągiem do Wrocławia albo dalej, do Jeleniej Góry, a na miejscu czeka wynajęty autokar, który przez cały pobyt obsługuje wycieczki. Pociąg z Warszawy do Wrocławia jedzie około czterech godzin. Dzieci mogą chodzić, jeść, iść do toalety. Nauczyciele mówią, że to zupełnie inny komfort niż osiem godzin w fotelu.

Minusy są dwa. Przesiadka z bagażem całej klasy wymaga dobrej organizacji. I trzeba zarezerwować miejsca dla grupy odpowiednio wcześnie, bo w czerwcu pociągi na południe są pełne.

Autokar na miejscu: na co patrzeć

Niezależnie od tego, jak dzieci dojadą, w Karkonoszach i tak potrzebny jest transport. Ośrodki w Szklarskiej Porębie czy Karpaczu leżą kawałek od atrakcji. Do Jeleniej Góry, pod zamek Chojnik czy na czeską stronę pieszo się nie dojdzie.

Organizatorzy często biorą wtedy przewoźnika z Dolnego Śląska. Jest bliżej, zna górskie drogi i parkingi, nie liczy dojazdu pustym autokarem z Warszawy. Nasz organizator pokazał nam na zebraniu kilka ofert i jedno pytanie okazało się ważniejsze od samej ceny: co jest w niej zawarte. Kierowca, paliwo, opłaty drogowe, parkingi, nocleg kierowcy. Jeśli część z tych rzeczy jest „płatna osobno”, to potem kłócą się o nie rodzice na grupie klasowej.

Przy wyborze przewoźnika, i tego z Warszawy, i tego na miejscu, rodzice mają prawo zapytać o kilka rzeczy:

  • Wielkość autokaru. Klasa to zwykle 25-30 osób plus opiekunowie. Autokar na 30 miejsc to styk, lepiej mieć zapas na bagaże i zmiany planów.
  • Pasy bezpieczeństwa. Jeśli są w autokarze, dzieci muszą je zapinać. Warto upewnić się, że opiekunowie tego pilnują.
  • Oznakowanie. Autobus przewożący zorganizowaną grupę dzieci powinien mieć z przodu i z tyłu żółte tablice z symbolem dzieci.
  • Doświadczenie kierowcy w górach. Na serpentynach do Karpacza i przy wąskich wjazdach do ośrodków to nie jest detal.

Kontrola autokaru przed wyjazdem

To rzecz, o której wiele osób nie wie: szkoła albo rodzice mogą poprosić policję o kontrolę autokaru przed wyjazdem. Policjanci sprawdzają stan techniczny pojazdu, dokumenty i trzeźwość kierowcy. Kontrolę trzeba zgłosić z wyprzedzeniem, najlepiej co najmniej tydzień wcześniej, a sama trwa około pół godziny. Dlatego autokar powinien podjechać pod szkołę wcześniej niż na godzinę zbiórki.

U nas zgłoszeniem zajmuje się szkoła, ale na zebraniu jedna z mam upewniła się, że to naprawdę zostało zrobione. Słusznie.

Co spakować na drogę

Lista od wychowawczyni, uzupełniona o rady rodziców, którzy już to przerabiali:

  1. Jedzenie na cały dzień, nie tylko słodycze. Kanapki, owoce, woda. Postoje na stacjach są krótkie, a kolejka trzydzieściorga dzieci do jednego baru trwa wieki.
  2. Leki na chorobę lokomocyjną, jeśli dziecko ich potrzebuje, z informacją dla opiekuna. Dziecko z chorobą lokomocyjną siada z przodu.
  3. Mały plecak podręczny z bluzą, wodą i czymś do zajęcia. Duża walizka jedzie w luku i do końca dnia jest niedostępna.
  4. Powerbank tylko jeśli szkoła pozwala na telefony. U nas telefony są dozwolone w drodze, potem odbierane na noc.
  5. Worki foliowe. Na wszelki wypadek. Każdy rodzic, który jechał kiedyś z dziećmi autokarem w góry, wie dlaczego.

Na miejscu: góry to nie Pole Mokotowskie

Ostatnia sprawa, już nie transportowa, ale padła na zebraniu: buty. Szlak na Śnieżkę czy do wodospadów to kamienie, korzenie i mokre fragmenty. Nowe buty kupione dzień przed wyjazdem to pewne pęcherze. Lepiej rozchodzić je wcześniej, choćby na spacerach po Dolinie Służewieckiej czy w Lesie Kabackim, o których pisałam w tekście dla nowych mieszkańców Ursynowa.

I kurtka przeciwdeszczowa, nawet przy prognozie pełnej słońca. W Karkonoszach pogoda zmienia się szybciej niż plany wychowawczyni.

Zosia jest już spakowana w wyobraźni, choć do wyjazdu jeszcze miesiąc. Ja mam na lodówce kartkę z numerem telefonu kierowniczki wycieczki i datą kontroli autokaru. Reszta w rękach nauczycieli i kierowcy. Dla spokoju rodzica to i tak najważniejsze: wiedzieć, kto prowadzi i że ktoś to sprawdził.

Więcej: Z dziećmi

Cały temat
  • Ile zajęć dodatkowych to za dużo?

    Ursynów, dom kultury i boisko

    Dwa lata temu Antek miał w tygodniu pięć zajęć dodatkowych, a ja zamiast pracować jeździłam między basenem, salą gimnastyczną i szkołą językową. Skończyło się płaczem, jego i moim. W tym roku mamy zasady. Dzielę się nimi, bo wrzesień to czas, kiedy łatwo przesadzić.

  • Półkolonie na ostatnią chwilę, czyli sierpień bez babci

    Domy kultury w całym mieście

    Plan na lato wyglądał dobrze do chwili, gdy okazało się, że na ostatnie dwa tygodnie sierpnia nie mamy nic. Babcia wyjeżdża, my pracujemy, dzieci się nudzą. Piszę z Kaszub, między jednym jeziorem a drugim, bo właśnie tu, z telefonem w jednej ręce i ręcznikiem w drugiej, szukam półkolonii.

  • Kto pilnuje dzieci w wakacje? Nasz grafik na lipiec i sierpień

    Moczydło, Park Szczęśliwicki

    Dziewięć tygodni wakacji, dwoje dzieci, dwoje pracujących rodziców i jedna babcia na Ochocie. W niedzielę po zakończeniu roku szkolnego usiedliśmy nad kalendarzem, żeby sprawdzić, kto i kiedy jest z dziećmi. Wyszło nam kilka dziur, których wcześniej nie widziałam.